Historia jednej sesji

Wakacje to więcej czasu na odpoczynek, czytanie, przemyślenia. Takim właśnie wakacyjnym "czytadłem" może być opis realizacji konkretnego zlecenia. Miejsce - Nicea - gwarantuje dobre tła, ale zrobienie kilkudziesięciu fotografii do kalendarza i magazynu ilustrowanego w ciągu kilku dni to duże wyzwanie. Materiał typu - jak robią to inni...

Maciej Galas

To stare dzieje. Sesja miała miejsce w 2010 roku — minęło 5 lat — jednak w jej kontekście dobrze opowiedzieć historię doboru sprzętu jak i pracy nad zleceniem.

Dwa projekty do realizacji — 13 stronicowy kalendarz dla firmy i duża sesja zdjęciowa do czasopisma — z biżuterią Calvin Klein. Dwa projekty, które zbiegły się w czasie, i które trzeba było zrealizować. To świetna podstawa do tego aby napisać co nieco o dylematach jakie fotograf napotyka w swej codziennej pracy. Właściwie to filmowiec także, ponieważ z tej realizacji miał powstać film making of. (Na końcu artykułu link do filmu making of na Vimeo).

Myślę, że to wspaniały pretekst także do opisania pracy nad projektem, pracy z modelką i w ogóle podzielenie się uwagami o codziennej pracy mojej i mojego zespołu. Każdy ma swój sposób pracy, ale chętnie czytamy o tym jak w praktyce radzą sobie inni. Ja w każdym razie chętnie czytam takie teksty i oglądam filmy z profesjonalnych realizacji. Tu możecie zobaczyć zarówno film jak i fotografie.

Założenia wstępne

Podpisanie umów nastąpiło w ostatnich dniach marca — termin realizacji zaś — czyli oddania gotowych prac mijał za miesiąc — ostatniego kwietnia. Na ulicach szaro, smutno, deszczowo i chłodno. Właściwie można by zrealizować jedynie fotografie studyjne, a na to ani ja, ani zleceniodawcy nie mieli ochoty. Proponuję więc realizację w pięknych plenerach, przy optymistycznie nastrajającym słońcu. Tu zamawiający są zgodni. Mam akceptację. Wybór modelki — część negocjacji, która tak naprawdę ma kapitalne znaczenie dla każdej realizacji. Z doświadczenia wiem, że nawet najlepsze tła, najlepszy sprzęt i oświetlenie nic nie dadzą jeśli modelka nie będzie naprawdę wizualnie atrakcyjna. Proponuję kilka dziewczyn — tak nakazuje dobry ton — klient powinien mieć możliwość wyboru. Mam swój typ. Być może sugeruję klientom, że dobrze byłoby gdyby… Ponieważ wiem, że wszystko będzie ok i ta właśnie modelka wyjdzie wspaniale… Obydwaj klienci wybierają tą samą modelkę. Wybór pada na Monikę. To mnie cieszy. Wiem, że przy takiej urodzie modelki wystarczy jedynie… Wybrać dobre lokalizacje, odzież, zrobić dobre stylizacje, projekty, fantastyczny make-up oraz stylizację fryzur. Następnie to wszystko dobrze zarejestrować wspaniałym sprzętem i będzie ok… Uff. Tylko tyle i aż ryle!

Wybór sprzętu

W przypadku tekstów Sony A7R po 14 i 30 dniach - spotkałem się z komentarzami nastrojonych negatywnie czytelników oburzających się, że to głupie tak zmieniać cały system na nowy. Kogo na to stać? Itd. Itp. Sami zresztą poczytajcie bo warto. Nie odnosiłem się do tych komentarzy ponieważ ich tak naprawdę nie rozumiem. W Polsce tak się utarło, że sprzęt jest drogi, a jeśli ktoś już raz zakupił kilka szkieł z jednego systemu nie będzie przecież wszystkiego sprzedawał bo straci na całej operacji …. Ja uważam, że jeśli wykonuje się pracę profesjonalnie i na profesjonalnym poziomie to trzeba dostarczać gotowe materiały w jak najlepszej jakości. Kilka razy zmieniałem system, a zmiany zawsze wynikały z troski o efekt finalny. Może to trochę skrzywienie, ale jeśli mam nad czymś poważnie pracować, a nie być przy tym pewnym, że efekt będzie naprawdę dobry — to trochę mi się nie chce. Dążenie do perfekcjonizmu to nic złego, ale czasami trochę kosztuje. Ta sesja pod tym względem była przełomowa. Pod względem doboru sprzętu właśnie. Poza tym kwestia czy coś jest drogie czy nie to kwestia relatywna. Dla amatora zarabiającego mało i jedynie inwestującego w sprzęt — wydatek rzędu 30 000 złotych może być problemem. Dla profesjonalisty to nie jakaś niebotyczna suma — bowiem za swą profesjonalną pracę może żądać większych pieniędzy.

Otóż rok wcześniej na pewnym zleceniu w salonie firmowym Sony, w którym fotografowaliśmy sprzęt audio — Pan kierownik zaproponował nam fotografowanie aparatem Sony Alfa 900 z obiektywem Carl Zeiss Vario Sonnar 2,8 24–70. Wzruszyliśmy z pogardą ramionami. Nasze torby wypchane były Elkami Canona i właśnie sprzętem tej firmy wówczas fotografowaliśmy. Moja firma w tym czasie już ewoluowała w kierunku video i miałem za sobą kilka teledysków, ale one były nagrywane „prawdziwą kamerą” o jakości HD. Dużą, ciężką i niezbyt wygodną w obsłudze. Wymagającą ciężkiego statywu itd. Kamera była do filmowania, a Canony do fotografowania… Podkreślam system obejmował bardzo dużo Elek (poza skrajnymi w rodzaju 2,8 14, 2,8 300 czy tilt).
Coś mnie podkusiło i poprosiłem aby Pan dał mi jednak Sony 900 do ręki. Porobiłem kilka zdjęć na własnej karcie. Ergonomia sprzętu, jakość obrazu w dużym wizjerze i jakość zdjęć robionych właściwie na automatyce przysłony (nie miałem wówczas czasu na zabawę w zgłębianie tajników tego sprzętu — którym trochę gardziłem jako nie profesjonalnym), trochę mnie zaskoczyła. Obrazy były znacznie lepsze niż te z Canona… Dałem Alfę Łukaszowi, który po chwili oddał ją mówiąc: „Zabierz to o de mnie, bo się przyzwyczaję!” Szok przeżyłem wieczorem. W Lightroomie dostrzegłem dane EXIF jednego ze zdjęć. Idealnie ostrego, zrobionego w ciemnym miejscu. Żyletowata ostrość nijak nie chciała w mojej głowie korespondować z czasem naświetlania widniejącym w danych fotografii. 1/8 sekundy! Zdjęcie z ręki zrobione zestawem ważącym około 2 kg! Wysłałem to zdjęcie do będącego ze mną wówczas „na robocie” Łukasza i po chwili odebrałem telefon, słysząc w słuchawce ton zachwytu wypowiadający słowa, których w tym miejscu przytoczyć nijak nie mogę…. Byliśmy pod wrażeniem. Zakupiłem do firmy Alfę 900 z gripem (absolutnie genialnym w porównaniu do Canonowskich) oraz dwoma obiektywami Zeissa — Vario Sonnarem 2,8 24–70 i Sonnarem 1,8 135. Do tego dołączyłem bardzo udany obiektyw Sony 2,8 50 macro. Sprzęt Canona sprzedałem.

To co generowała owa Alfa było wspaniałe. Każdy w firmie na poważną robotę zabierał właśnie ten zestaw. Jakość była nieporównywalna. Minus Alfy był jeden — nie można było podwyższać czułości. Nominalne 200 ISO było maksymalnym - jeśli zależało komuś na jakości. Ale jak już się ustawiło statyw lub użyło fleszy. Efekty były niesamowite. W firmie nastąpiła wolta. Kamera do obrazu video — a Sony z Zeiss`ami do obrazu.

Wytłumaczę jeszcze jeden fakt. Lustrzanki wówczas od niedawna miały opcję filmowania. Canon EOS 5D MK II będący wówczas na rynku kręcił w 25 i 30 klatkach — nie był więc traktowany poważnie. Kamera dawała 24 progresywne klatki i filmowy look — więc to, że kręciło się za oceanem małymi lustrzankami nas nie ruszało (NTSC — 30 fps).

Zobacz również: Fotoblogia.pl - największy blog o fotografii w Polsce

Postanowiliśmy zabrać ze sobą dużą i ciężką kamerę do making of`a, aAlfę do obrazu. 24 megapiksele Alfy to było coś co wraz z Zeissami pozwoliło spokojnie myśleć o kalendarzu w formacie 50X70 cm (pamiętajmy to 2010 rok). Wiadomo chodziło o satysfakcję klienta. Nagle przeczytałem, że Canon wypuścił uaktualnienie oprogramowania do EOS`a pozwalające na filmowanie z prędkością 24 klatek na sekundę. Łukasz pobiegł do sklepu kupił EOS`a piątkę i wgraliśmy naprędce nowy soft… Zabraliśmy zestaw lamp Bowens i byliśmy gotowi. Następnego dnia wyruszyliśmy na zdjęcia. Nie zdążyliśmy przeprowadzić testu porównawczego kamery i aparatu w rejestracji materiału filmowego. To mieliśmy zrobić na miejscu.

Przygotowania

To bardzo ważna część takich zleceń. Newralgiczna. Budżet regulował nasze możliwości i zawężał ramy czasowe przedsięwzięcia. Mieliśmy na wykonanie zlecenia tydzień. Musiałem wybrać miejsce z pogodą pewną (to jest taką, która dawałaby co najmniej 3–4 dni słoneczne). Wybrałem południe Francji — Lazurowe Wybrzeże. Zamówiłem mieszkanie w samym centrum Nicei, na czwartym piętrze z widokiem na morze przy Promeade D`Anglaise (Promenadzie Anglików), głównym deptaku i trakcie komunikacyjnym miasta.

Wybór był nie przypadkowy. Lazurowe Wybrzeże znałem świetnie. Wiedziałem gdzie możemy wykonać zdjęcia. W praktyce w promieniu 30 km można było znaleźć zupełnie odmienne klimaty (morze, skały, miasto, plaże). Wybór mieszkania nie był w najmniejszym stopniu przypadkiem. Wiedziałem, że będziemy mieli mało czasu — więc pobyt całej ekipy w jednym miejscu pozwoli spokojnie pracować i odpoczywać bez tracenia czasu na dojazdy do hotelu, spotkania itp. Położenie przy promenadzie pozwalało w okolicach miejsca zamieszkania wykonać co najmniej kilka fotografii. To było bardzo ważne.
Ustalenie pewnego miejsca i plenerów to jedno.

Drugim ważnym aspektem było oczekiwanie na biżuterię Calvina Kleina, która miała dopiero nadejść i wymyślenie pod nią konkretnych ujęć. Zawsze przed poważnymi sesjami staram się rozrysować fotografie. Szkice pozwalają po pierwsze ocenić czy dana fotografia będzie atrakcyjna wizualnie, a po wtóre pozwalają zapanować nad chaosem podczas samej sesji. Można dowolnie ustawiać kolejność wykonywania zdjęć, dobierać makijaż i kolejność jego wykonywania oraz układać miejsca tak, aby logistycznie dało się do nich dojechać w sposób ekonomiczny i czasowo sensowny — ze względu na porę wykonywania zdjęć, kierunek padania promieni słonecznych itd.

Gdy zobaczyłem biżuterię od razu wiedziałem w jakim kierunku zmierzamy. W przypadku sesji biżuterii postanowiłem oprzeć się o odzież firmy Simple — uzupełnioną o indywidualnie dobrane do modelki zestawy. W przypadku sesji kalendarzowej było więcej swobody, a część ważnych elementów fotografii miały stanowić ubrania firmowe i gadżety reklamowe — umieszczone na zdjęciach w sposób niezbyt wymuszony.

Buty firmy Apia. Stylizacje idące w kierunku podkreślenia urody modelki. To jeszcze nie wszystko.

Dodatkowym pomysłem związanym z drukiem w lifestylowym magazynie było sfotografowanie modelki w ujęciach z przodu i z tyłu — tak aby po przygotowaniu do druku na jednej kartce widniał tył i przód tej samej pozy. Pomysł okazał się bardzo subtelny, ale kto z czytelników go dostrzegł cieszył się ze swego odkrycia. To oczywiście zamysł — po druku okazało się jednak, że pomysł zadziałał.

Samo dobranie miejsc do konkretnych kadrów zaskoczyło mnie samego. Gdy zacząłem brać pod uwagę projekty zdjęć i możliwości sprzętu (na przykład rozmycie tła w Sonnarze 1,8 135) okazało się, że mamy możliwość całkiem interesującego wykonania wielu zdjęć z bazą do makijażu w naszym mieszkaniu! To przy uwzględnieniu upałów, które należało już w kwietniu brać pod uwagę — było dużym ułatwieniem.

Przejazdy na dalsze lokalizacje trzeba było przeplatać przerwami na posiłek, dłuższymi przerwami na makijaż i demakijaże. Odpowiednio do projektów fotografii ułożyłem podział na dni z uwzględnieniem zmian makijażu i ubrania. To bardzo ważna część planowania logistycznego każdej dużej sesji.

Postanowiliśmy wreszcie sprawdzić nowego EOS`a. Ustawiliśmy kamerę i lustrzankę na taki sam kadr. Nagraliśmy chwilę materiału. Przegraliśmy do komputera i…. Szok. Obraz z EOS`a znacznie lepszy niż z dużej kamery. Jej waga ograniczała mobilność. Zapadła bardzo ważna decyzja. Making of kręcimy Canonem. Kamery nikt już nie chciał wyciągać z aluminiowej skrzyni przez cały wyjazd… Nasze horyzonty znowu się zmieniły — okazało się, że lustrzanka może tworzyć dobre obrazy. Lepsze niż duża i ciężka kamera. Łukasz przejął na siebie zadanie realizatora making of`a, ja miałem skupić się na fotografiach.

Wyjazd

Wyruszyliśmy w sobotę 10 kwietnia 2010 roku. Przed nami 1750 km — co na ogół zajmowało około 15 godzin jazdy. Ekipa zmieściła się w osobowym samochodzie. Sprzęt też. Przemierzaliśmy Italię, gdy świat obiegały informacje o katastrofie samolotu Tu 154 z delegacją Polskiego Rządu do Smoleńska. Skupieni na celu podróży i pracy, którą mieliśmy wykonać w rytmach muzyki Stephane Pompougnac`a, połykaliśmy kolejne kilometry, nic nie wiedząc o tym co się stało. Polska żyła tym wydarzeniem, a my nieświadomi i zapracowani dowiedzieliśmy się o nim dopiero po kilku dniach, ale nie wyprzedzajmy faktów.

Pierwszy dzień w nowym mieszkaniu to odpoczynek. Jedyne co zrobiliśmy to przejrzeliśmy ubrania grupując je w zestawy. Przypisałem je do konkretnej biżuterii, ujęć i dni. Przymiarki, dobór dodatków. Gdy zasiadłem na balkonie z widokiem na morze z projektami w dłoni wszystko było już przemyślane. Mieszkanie miało całą przeszkloną ścianę z widokiem na morze co wszystkim dawało siłę. Zwłaszcza, że pod nami — gdzieś w dole kołysały się palmy. Nabieraliśmy sił. Pozostało czekać na pogodę następnego poranka.

Intensywny dzień

Pogoda idealna. Tyle, że my czekamy na koniec stylizacji. Nie przeszkadzamy. Zespół od make-pu po porannej odprawie wie co ma robić. Trochę długo to trwa. Czekamy przy kawie. Po wypitych sześciu espresso na głowę okazuje się, że wszystko gotowe. Możemy zaczynać. Tyle, że fotografie będę musiał robić ze statywu… Po kawach drżą mi dłonie…To pierwsze zdjęcia w tej lokalizacji — ekipa musi się zgrać. Modelka musi poczuć, że fotografie „wychodzą”. To bardzo dobra zasada, aby zacząć od ujęcia, które wyjdzie na 100 procent. Ekipa czuje, że jej praca nie idzie na marne, a modelka daje z siebie wszystko. Jeszcze tylko założenie biżuterii Calvin Klein — to nasz bohater nr 1.

Lokalizacja sprawdza się świetnie. Wystarczy przejść przez jeden ciąg komunikacyjny (w stronę lotniska) i znajdujemy się na pasie zieleni rozgraniczającym trzy pasy jezdni Promenady. To przemyślane miejsce. Nawet bardzo przemyślane. Make-up i stylizacja w kwaterze. Dojście do miejsca fotografowania — 40 metrów od windy! Tło będzie rozmyte ale na Lazurowym Wybrzeżu — właśnie deptaki przy plaży stanowią miejsca, w których zgromadzono najpiękniejsze budynki - oczywiście frontami zwrócone w kierunku morza. Wiem, że rozmycie Sonnara 1,8 135 da jedwabiste tło więc niczym się nie przejmuję. Kiedy zechcę wykorzystać budynki w kadrze — użyję szerokiego kąta — ale to w innym dniu i na innej promenadzie — w Cannes. Taki mam plan, a co z niego wyjdzie?

Co do sprzętu jedna uwaga. Staram się prawie nigdy nie stosować filtrów (UV, Skylight itp.) w optyce wysokiej klasy. Zawsze jednak w strefie śródziemnomorskiej używam wysokiej klasy filtra polaryzacyjnego. No chyba, że w kadrze nie ma nieba lub zieleni. Nakręcam na Sonnara filtr polaryzacyjny kołowy B&W.

Łukasz z EOS-em zajmuje miejsce za statywem z „jazdą” opartą o system komponentów Igus. Chyba najlepsze rozwiązanie pod lekki sprzęt. Modelka, palma no i Sonnar podpięty do Alfy 900. Canon filmuje — Alfa robi zdjęcia. Całość przemyślana jeszcze w Polsce. W Nicei wysepka rozdzielająca pasy ruchu ma kilka kilometrów i jest codziennie nawilżana zraszaczami. Zieleń jest tam zdrowa, trawa piękna i zadbana. Wiedziałem, że to dobre miejsce.

No i mamy 100 procentowe ujęcie. Ujęcie ale nie fotografię. Trzeba bardziej zbliżyć się do modelki — oświetlona bardziej dłoń wygląda nieładnie.

135 mm, 1/400 s, f/4, ISO 200

Zawężamy kadr. Tak — to jest to.

135 mm, 1/400 s, f/4.5, ISO 200

Zatrzymuję modelkę na pasażu pod oknami, a sam z tymże Sonnarem jadę windą do mieszkania. Przy porannej kawie zwróciłem uwagę, że akurat pod naszym balkonem jest luka pomiędzy palmami, którą można wykorzystać do graficznej kompozycji. To nie jest fotografia zaplanowana w Polsce — w przeciwieństwie do poprzedniej. Sonnar z przymkniętą do f 9 przysłoną aby wszystko było ostre. Modelka przeszła od poprzedniej lokalizacji kilkanaście metrów. A ja mam drugie fajne zdjęcie.

135 mm, 1/320 s, f/9, ISO 200

Proszę Monikę aby zanim wróci na przebranie zaczekała pod wejściem do budynku. Zjeżdżam windą i proszę aby przechadzała się chodnikiem. Dynamiczny AF Alfy z Sonnarem działa świetnie. Mamy kolejną fotografię.

135 mm, 1/500 s, f/6.3, ISO 200

Przerwa na zmianę stylizacji. Wracamy do apartamentu. Tym razem zimne w tonacji ubranie do biżuterii z chirurgicznej stali. Znowu wychodzimy przed dom. Na druga stronę ulicy. Tuż nad plażą ciągnie się tu szpaler ławek. Szeroki kąt — 24 mm ustawione na Vario-Sonnar 2,8 24–70 i Alfa 900. Filtr polaryzacyjny. Troszkę karkołomna pozycja ale udaje się. Chętnie przesunąłbym minimalnie ławkę lub latarnię ale i jedno i drugie jest niemożliwe. Biżuteria świetnie współgra ze zwiewną chabrową bluzeczką. Pod druk wykonuję także ujęcie od tyłu tej samej sceny.

24 mm, 1/125 s, f/9, ISO 200, 0.7
24 mm, 1/160 s, f/9, ISO 200, 0.7

Wracamy na obiad. Bardzo szybki. Zmiana make-up`u i jedziemy do Centrum Nicei — na Place Massena. To urokliwe miejsce otoczone budynkami w pięknym odcieniu czerwieni. Kolor ten zmienia się w ciągu dnia w zależności od temperatury światła od pomarańczowego, przez malinowy, aż do amarantowego. Jest jeszcze wcześniej. Stylizacja zakłada więcej zdjęć biżuterii ale tym razem pokazanej w miejskim kontekście. Nowoczesna w kroju odzież wraz z nowoczesną i prostą w formie biżuterią Calvin Klein powinny dać to czego oczekujemy. Najciekawsze kadry udaje mi się wyszukać na głównym torowisku tramwajowym, które dzieli plac na dwie strefy. Problemem jest kąt padania promieni słonecznych i dosyć wysoka temperatura. Make-up w takich warunkach musi być stale poprawiany — tak jak i stylizacja fryzur — z powodu wiatru. W typowo amatorskich sesjach jasne jest, że modelka z fotografem jadą na miejsce zdjęć no i tworzą fotografie. To jest nie możliwe w sesjach profesjonalnych. Musimy pamiętać o zapasie napojów, drobnych przekąskach i innych, rezerwowo-zapasowych możliwościach fotografowania. Zabieramy ze sobą dodatkowe zestawy stylizacyjne - w naszym przypadku zadecydowałem o dwóch. Zapasie biżuterii i 2 zestawach odzieży lekkiej w formie i plażowej. Postanowiłem je zabrać licząc na to, że zdjęcia się nie przedłużą.

24 mm, 1/200 s, f/9, ISO 200, 0.7
135 mm, 1/640 s, f/7.1, ISO 200, 0.7
135 mm, 1/250 s, f/8, ISO 200, 0.7

Tu ważna dygresja. Podczas takich zdjęć jak plenerowe - zwłaszcza miejskie — te są bardziej męczące (nadmiar bodźców, hałas, gapie, a w tym przypadku także upał itp. itd) musimy dokładniej wiedzieć czego oczekujemy i gdzie będziemy fotografować. Możemy założyć, że 30 minut to maksymalny czas na fotografowanie w danym miejscu. Jeśli nic nie wyciągnięcie z danego miejsca i modelki — nie męczcie jej dalej. Lepiej zmienić lokalizację. Trzeba działać pewnie i szybko. Dlatego ważne są przygotowania. Ponieważ znam Niceę bardzo dobrze — wiedziałem co zastaniemy na miejscu o tej porze dnia. Eksperymenty są niewskazane. Dodać należy, że przecież musimy gdzieś zaparkować co w dużych metropoliach nigdy nie jest łatwe.

Idziemy jakieś 200 metrów dalej w kierunku Promenady. Zawsze działa tu karuzela. Ten francuski wynalazek działa prawie w każdej plażowej i turystycznej miejscowości. Jest także w Cannes. Ta w Nicei jest bajkowa — trochę w starym stylu. Nadaje się. Wynajmujemy całą karuzelę na dwa przejazdy. Wszystko po to aby nie mieć w tle innych ludzi, a potem problemów ze zgodami, prawami itp. Zmiana Make-up`u i chwila wytchnienia w jednej z pobliskich kawiarni. Jesteśmy gotowi. Biżuteria na długich łańcuszkach stwarza możliwość zagrania dynamiką. To kolejna udana lokalizacja w tym dniu. Wszystko wiruje, tło dynamicznie się zmienia. Czegóż chcieć więcej. Mamy fotografie.

55 mm, 1/250 s, f/3.2, ISO 200, 0.7
24 mm, 1/60 s, f/9, ISO 200, 0.7

Zostawiam ekipę i pytam Monikę jak się czuje. Czy da radę jeszcze zrobić coś co jej za bardzo nie obciąży, a może dać udane fotografie i fajne kadry do filmu making of. Tłumaczę, że wystarczy zejść na plażę czyli przejść na drugą stronę ulicy. Spoko stary — idziemy! Słyszę — i za chwilę jesteśmy wszyscy na kamienistej plaży. Kilka ujęć do filmu i kilka fotografii do magazynu i kalendarza.

135 mm, 1/1000 s, f/5.6, ISO 200, 0.7

Mamy wolne. Po drodze zakupy aby wieczorem przy kieliszku bordeaux omówić plany na następny dzień. Od razu jednak zakładam, że dni powinny być przeplatane pod względem efektywności. Po mocnym dniu jak ten, skupiamy się na ujęciach bardziej spokojnych. Mniej zdjęć, mniej zmian. Po prostu luźny dzień aby odpocząć przed następnym bardziej intensywnym. W planowaniu sesji kilkudniowych to istotny element. Ekipa nie może nabawić się „fotowstrętu". Praca musi dawać radość. Po tym pierwszym dniu uspokajamy ekipę a i samych siebie, że wszystko jest ok. Na ekranie 27 calowego iMaca oglądamy fotografie i ujęcia do filmu. Jesteśmy zadowoleni. Akumulatory podładowane — jeszcze jedno. Wszyscy idą do swych sypialni a ja jeszcze robię kopię zapasową danych. Nawyk.

Kolejny dzień ma być dniem bardziej na luzie - ale musimy „wyciągnąć” z niego maximum tego po co przyjechaliśmy. Stylizacja znowu trwa długo - uzyskanie efektu niedbale zawilgoconych, czy pokręconych loków, które mają wyglądać na naturalne w mocnym słońcu i na plaży — wcale nie jest takie proste. Jedziemy kilka kilometrów dalej — na spokojniejszą niż ta w Nicei plażę. Cagnes sur Meer. Chyba najspokojniejsze miejsce w miejskiej części Lazurowego Wybrzeża. Tu zawsze jest nieco mniej ludzi niż w Nicei i zawsze łatwiej zaparkować samochód. Zamysł jest taki aby wykorzystać naturalne światło zastane i doświetlić modelkę lampą błyskową. Softbox, bowens podłączony do akumulatora. Totalna swoboda. Kolorystyka nie do podrobienia na plaży nad Bałtykiem. Światło nad Morzem Śródziemnym zniewala. Nawet tak silne. Chyba nic dziwnego, że impresjoniści tak ceniący sobie refleksy świetlne tu spędzali długie lata. Mamy to! Piękny lazur morza, bliki świetlne na jego powierzchni. Morski kolor bluzeczki i kolorowa biżuteria CK. Sonnar 135 ukazuje swoją wizję rzeczywistości. Słoneczna kontra jest ok ale… Przysłona 1,8 czyni z powierzchni morza coś abstrakcyjnego. Przymykam przysłonę. Czas 1/250 s i przysłona 5,0. Zależy mi aby cała modelka znalazła się w obszarze ostrości. Jest lekko po 12 00. To pierwsze zdjęcia tego dnia.

135 mm, 1/250 s, f/5, ISO 200

Przenosimy się kilka metrów w głąb lądu. Rozkładamy ręcznik z logiem firmy Isoplus i zaczynamy. Łukasz z daleka kręci ujęcia do making of`a. Drugie kalendarzowe ujęcie gotowe.

70 mm, 1/250 s, f/11, ISO 200

Zabieram ręcznik i Monika pozuje do ujęć z teleobiektywu. Przysłona 2,2. Sonnar pięknie rozmywa tło. Zmieniamy biżuterię i podchodzę coraz bliżej. Naturalne oświetlenie. 1/1600 przysłona 2,0. Piękne warunki. Zbliżam się jeszcze bardziej. Obiektyw makro — ujęcia biżuterii z bliska.

135 mm, 1/1600 s, f/2, ISO 200

Właściwie teraz mamy moment, w którym trzeba zadecydować — co dalej? Plan wykonany. Wszystko zajęło nam 1,5 godziny. Monika chce jeszcze pozować. Robimy jeszcze dwa ujęcia i o 14 20 wracamy do Nicei. Zdjęcia na plaży wymagają dużo siły. Mocno operujące słońce, które nie było zaskoczeniem — wymusza użycie parasolek nad miejscem, gdzie rozłożyliśmy się z całym sprzętem. Z efektów jesteśmy zadowoleni ale istnieje mała niepewność — na ekranie aparatu nie widać dobrze w tak mocnym świetle — co tak naprawdę udało się zarejestrować. Dodam tu jeszcze małą dygresję. W takich warunkach pomimo raw-ów i cyfrowej techniki dobrze jest mieć światłomierz. Gdy na ekranie lustrzanki (bezlusterkowce mają wizjer wyświetlający zarejestrowany obraz — co przez muszlę oczną daje bardziej komfortowy podgląd) nie widzimy właściwej proporcji oświetlenia zastanego i dopalającego — światłomierz po prostu mówi prawdę i można mu zaufać. To nieoceniony pomocnik. Dzisiaj już tylko odpoczynek. W apartamencie jesteśmy o 15 40. Koniec na dzisiaj, a my szykujemy się do następnego dnia.

Od rana wszyscy angażują się w doprowadzenie włosów po wczorajszej plaży do porządku. Obmyślamy fryzurę. Misterny kok. Bardzo graficzny. Wysilamy całą swą inwencję aby był niezniszczalny. Znajdujemy jego podstawę. W kubku do zakrywania palnika bowensa znajdujemy gąbkę okrągłą z dziurą w środku. To z niej czynimy podstawę konstrukcji. Jedziemy do Monaco. To ma być dzień bardziej dla Moniki. Chcemy zrobić jej kilka prywatnych zdjęć do portfolio i tylko „przy okazji” kilka fotografii z biżuterią. Zabieramy ze sobą całą biżuterię i około 13 00 wysiadamy na parkingu w Monte Carlo. Jesteśmy tak wyluzowani — wiedząc, że to fotografie prywatne, że zapominamy o ekwipunku… Duży statyw video, aluminiowe walizki ze sprzętem no i nade wszystko wyjątkowo wyglądająca Monika… Po przejściu kilkuset metrów zatrzymuje nas służba bezpieczeństwa Księstwa Monaco. Nie mamy pozwolenia a Księstwo jest własnością prywatną. Nie da się ukryć. To prywatne zdjęcia tłumaczymy — dla modelki… -„Prywatne” śmieje się do łez Znaczny Urzędnik którego przywieziono Rolls Roycem — wskazując przerażającą ilość sprzętu. Ma zadecydować o naszym losie. Łukasz siada na aluminiowej walizie i mówi do mnie spokojnie — Hmm stary cóż nam zrobią — wsadzą nas do więzienia? Czujesz to? Więzienie w Monaco? Też mi kara. Snujemy wizje na temat wyposażenia takiego przybytku w Księstwie gdy elegancki Pan oświadcza, że możemy robić wszystko w Monte Carlo. Poza zdjęciami. Znika ze swą eskortą szybciej niż się pojawił. A my kierujemy się do samochodu. Mija nas starsza para w ciuchach od Valentino. Pani stwierdza coś do męża mijając Monikę. Słyszy to Łukasz — pyta czy wiem co to znaczy - "tre żoli". Wiem — bardzo piękna. Zmierzamy w górę na punkt widokowy obok monumentu z czasów rzymskich. Czterysta metrów różnicy wysokości. Wspaniały widok na Księstwo Monaco. La Turbie — to malowniczy plener. Powstają tu bardzo udane fotografie. Decyduję się na stylizację mocniejszą — bardziej fashion. Najpierw kilka fotografii w zaułku ciasnej uliczki. To piękny przykład tego jak efektywnie wykorzystać ogniskowe posiadnego sprzętu. 24 mm do szerokich kadrów po światło. Staranna kompozycja, długie nogi.

24 mm, 1/100 s, f/4, ISO 200
24 mm, 1/100 s, f/4, ISO 200, -0.7

Potem 135 mm i kilka portretów. W tym samym miejscu. Jednak to zupełnie inne fotografie.

135 mm, 1/800 s, f/2.2, ISO 200, -0.7

To także dowód na to, że tylko skrajne ogniskowe mają sens. Tak rzadko ustawiam 70 mm na zoomie. Lepiej użyć 24 czy 35 mm z jego zakresu — a potem od razu 135. Przenosimy się na punkt widokowy. Jestem pewien, że zawsze znajdzie się tu miejsce do zaparkowania. Jest tak w istocie. Powstają ciekawe fotografie.

28 mm, 1/60 s, f/11, ISO 200

Po dwóch godzinach niespiesznie wracamy robiąc po drodze zakupy. Pijemy gdzieś kawę. Nikt nie sięga po sprzęt. Monika idzie na zakupy. Leniwie sączymy kawę w jednej z nicejskich kawiarni… Wieczorem oglądamy efekt fotografii — zgodnie orzekamy, że coś z tego będzie, a ja przedstawiam plan na następny dzień.

Dzień, w którym stylka ma być naturalna. Pierwsze zdjęcia powstają o 10 00. Nie ruszamy się z salonu. Fotografie robię na balkonie. Warunki idealne! Światło dopalające z dużego softboxa. Zgranie biżuterii Calvina Kleina z bielizną. Efekt ciekawy.

135 mm, 1/800 s, f/4.5, ISO 200

Przebranie i schodzimy na dół aby zrobić kilka fotografii do kalendarza. Cały czas pilnuję w głowie ilość fotografii, które mamy i tego co jeszcze mamy do zrobienia. O 11 20 wyluzowana stylizacja do kalendarza. Gadżet firmowy w dłoni. Czy oglądając te fotografie możecie określić, że to wysepka rozdzielająca kilka pasów jezdni??? Z pewnością nie.

135 mm, 1/320 s, f/3.2, ISO 200, 0.3

My mamy jednak pewność, że make-up będzie bez zarzutu. Kilka chwil przed dwunastą kończymy kolejną fotografię do kalendarza.

135 mm, 1/800 s, f/4.5, ISO 200, 0.3

Możemy się odświeżyć i jedziemy na półwysep Saint-Jean-Cap-Ferrat. To nie sezon więc jedziemy dolnym Cornichem — drogą położoną tuż nad morzem. W czasie lata lepiej wspiąć się kilkaset metrów wyżej na autostradę A8 i nią przemieścić się do wybranej miejscowości. To półwysep milionerów. Piękne rezydencje a my musimy zrobić kilka ciekawszych ujęć do making of`a i sprawdzić, czy można będzie zrobić tu kilka fotografii. W sumie to odpoczynek. Powstają ujęcia z jazdy samochodem a miejsca do zdjęć znajdujemy bez trudu. Taki luźniejszy dzień się przydaje. Zwłaszcza, że kolejny ma być ciężkim — nie ze względu na ilość pracy ale długi przejazd. Ilość kilometrów niewielka ale każdy kilometr dla make-up`u ma znaczenie. To podstawowa trudność. Tłumaczę to wszystkim od początku wyjazdu. W głowie mam tła, kadry następnej lokalizacji. To Cannes.

Po obfitym śniadaniu złożonym z niezliczonej ilości wybornych serów lądujemy w Cannes „już” około 12 00! Od razy kręcimy kilka ujęć do making of`a i kierujemy się pod Carlton. Hotel z Bell Epoque, który zadziwia mnie zawsze swą malowniczą fasadą. Ma być tłem. Długo wybieramy okulary dla Moniki. Reszta stylizacji przygotowana. Biżuteria Calvin`a Klein`a również. Kadry, które przywiozłem w głowie — lepiej niż myślałem wpasowują się w urodę Moniki. Staranne kadrowanie. Dodatki w postaci biżuterii „robią robotę”. Jest dobrze.

35 mm, 1/320 s, f/9, ISO 200, 0.3

Po tych fotografiach nie chcę od Cannes już nic, ale mamy do wykorzystania jeszcze jedną ciekawą bluzkę i biżuterię. Robimy kilka fotografii przy deptaku gwiazd. Dłonie Moniki idealnie pasują do odcisku Sharon Stone. Wracamy. Poszło szybciej niż można było się spodziewać. Wszyscy po kilku dniach pracują bardzo sprawnie.

24 mm, 1/80 s, f/7.1, ISO 200, 0.3

Następnego dnia skupiamy się na ujęciach do making of`a. Po południu szukamy zachodzącego słońca w Villefranche sur Mer i w Saint-Jean-Cap-Ferrat. Także kadry wymyślone w Polsce ale dopracowane podczas rekonesansu sprzed dwóch dni. Pierwsze ujęcia to zjawiskowa sukienka Simple i biżuteria Calvin`a Klein`a. Łuk drogi nad jedną z najgłębszych zatok Morza Sródziemnego — miejsca postoju dla transatlantyckich wycieczkowców. W tle bardzo efektowna, neoklasycystyczna rezydencja.

24 mm, 1/80 s, f/11, ISO 200, 0.3
24 mm, 1/50 s, f/11, ISO 200, 0.3

Po chwili ruszamy na półwysep. Droga, którą można objechać całe wybrzeże oferuje ciekawe zakątki. Tu szykujemy nietuzinkową stylizację dla Moniki i pracujemy nad jej portretem. Jest po 17 00. Otwarta chociaż nie do końca przysłona Sonnar`a 135 daje piękne rezultaty. Nie mogę się opanować aby nie dodać, że właściwy sprzęt — to podstawa. Właściwy to znaczy taki, który daje satysfakcjonujące nas obrazy.

135 mm, 1/2500 s, f/2, ISO 200, 0.3

Monika wygląda pięknie — jedziemy w inne miejsce na skalisty cypel — tu wykonujemy ostatnie fotografie do kalendarza.

24 mm, 1/500 s, f/4.5, ISO 200, 0.3

Mnie nasuwa się refleksja, że po zrobieniu serii zdjęć teleobiektywem korci do użycia szerokiego kąta. Po serii zdjęć szerokim — chętnie sięgamy po teleobiektyw. W mojej walizce zawsze mam skrajne ogniskowe o dużym świetle. Oczywiście jeśli mam taką możliwość. Vario-Sonnar to nie stałka ale traktowałem go na tym wyjeździe jako 24 i 35 mm o świetle 2,8. Sonnar 1,8 135 sam tworzył obrazy i świetnie się sprawdził. Z pięknym tłem robię ostatnie fotografie, a Łukasz zdobywa kadry pod światło do making of`a. Następnego dnia mamy mieć wolne — czas na zakupy, odpoczynek i analizę wykonanych zdjęć. Budzimy się rano i wychodzimy na balkon aby podziwiać widok. Coś wisi w powietrzu… Nad miastem jakaś cisza. Czegoś brakuje. Stojąc leniwie i bezmyślnym wzrokiem podziwiając krajobraz zauważamy wielki świetlisty krzyż na pasie startowym lotniska w Nicei. Nie latają samoloty (w kraju dowiemy się, że wybuchł wulkan i lotniska zamknięto). Jednak coś innego nas niepokoi jeszcze bardziej. Nie ma samochodów na promenadzie. W miejscu gdzie trzeba krążyć 15 minut aby zaparkować — teraz nie ma ani jednego auta!!!! Narzekamy, że w weekend Francuzi poszaleli, że mało im piękna Nicei, że gdzieś wyjechali. Nasze uwagi nad zepsuciem tych południowo-francuskich kapitalistów są nieco ograniczone logicznie — zeszłej nocy posiedzieliśmy nieco dłużej przy winie. Nagle Łukasz zauważa, a raczej pyta. — Maciek ale myśmy chyba nigdzie nie pojechali? Ponura logika tego prostego pytania automatycznie kieruje mój wzrok w stronę miejsca gdzie zaparkowaliśmy (jak mi się zdawało) samochód. …Nnniee,,, odpowiedziałem. Za chwilę okazało się, że samochody usunięto z powodu biegu — maratonu Gejów i Lesbijek — corocznej imprezy, o której nic nie wiedzieliśmy. Pół dnia zajęło nam odwiedzenie policyjnych parkingów - (trzy w całej Nicei) i ustalenie gdzie jest samochód. Poza opłatą za odholowanie mieliśmy dostać mandat. Policjant zrobił smutną minę i oświadczył, że jesteśmy biedni, że taka tragedia, że Wasz Prezydent i w ogóle. Nie wiedzieliśmy skąd taka dobroć i zrozumienie. Nie wiedzieliśmy nic o Smoleńsku. Po powrocie do kraju zauważyliśmy, że nikt z nas nie telefonował w czasie tej tygodniowej sesji do Polski. Praca pochłonęła nas zupełnie…

A na deser link do filmu. Wszystko co zawarłem w tysiącu słów to w kilku minutach materiału wideo.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Inspiracje:

Mroźny reportaż z najzimniejszego miejsca na świecie, gdzie temperatura sięga -71.2 C Podwójne życie Legnicy, czyli za murem radzieckich koszar „Timestack", czyli esencja filmów poklatkowych w jednym zdjęciu Kreatywne i ekspresyjne zdjęcia podwodne Lorenzo Mittiga Wyniki VII edycji Konkursu Fotograficznego Empiku „Jak najdalej od ludzi” - fotograficzna historia tułaczki z rosyjskiej niewoli do domu w Polsce Wspaniałe zdjęcia architektury Tobiasa Gawrischa Nieznane zdjęcia ze sztabu antykryzysowego z 11 września 2001 r. Photo Shanghai 2015 - 15 galerii i ponad 500 prac w sercu Azji Zdjęcia z wycieczki na Marsa? Czym jest fotografia? 10 inspirujących cytatów Leniwe, długie ekspozycje na zdjęciach krajobrazowych Mike'a Prince'a Ciekawe połączenie: kaligrafia i malowanie światłem na zdjęciach Niewidoczni bezdomni na ekspresyjnych portretach Lee Jefferiesa David Chancellor obnaża prawdę o turystyce myśliwskiej Inspiracje dokumentalne #5 Salvatore Matarazzo - bezpośrednia fotografia uliczna prosto z Włoch Swobodne i beztroskie dzieciństwo na zdjęciach Denisa DeHarta Codzienne przedmioty w nietypowych rolach Nielegalne walki bokserskie w czerni i bieli Surrealistyczne krajobrazy z geometrycznymi odbiciami Nastrojowe portrety Adriana Błachuta Pola i otwarte przestrzenie na zdjęciach Krzysztofa Browko Lifestylowe portrety bezdomnych

Popularne w tym tygodniu:

Wzruszająca sesja noworodków, wykonana tuż przed odejściem jednego z nich Tafla lodu na Bajkale to kopalnia fotograficznych okazji dla śmiałków Sesja stroju kąpielowego i 61-letnia modelka? Powstały szczere, naturalne i piękne zdjęcia Dunaj zamarzł pierwszy raz od 5 lat. Na zdjęciach Tamasa Rizsavi wygląda zjawiskowo Tetyana Dyachenko nadaje nowe życie starym, zniszczonym fotografiom Mroźny reportaż z najzimniejszego miejsca na świecie, gdzie temperatura sięga -71.2 C Artur Rogalski – fotograf, którego nie zatrzyma nic w podróży do świata kreatywności Miłosz Rebeś znalazł miejsce w fotografii, gdzie minimalizm spotyka się z miłością do deskorolki Minimalistyczne krajobrazy Magdy Chudzik na zimne dni Urocze zdjęcia Natalii Żyłowskiej, które pomogły w leczeniu chorego psa Mroczne 48-godzinne ekspozycje zarejestrowane kartonowym aparatem otworkowym Najlepszy czarno-biały burzowy film poklatkowy 4K, jaki widzieliśmy