Jak w praktyce sprawdza się Venus Optics Laowa 60 mm f/2,8 Macro 2:1?

Potrzebowałem obiektywu makro, który umożliwiłby mi fotografowanie w skali 1:1 i nieco większej. Zwróciłem uwagę na obiektyw Venus Optics Laowa 60 mm f/2,8 Macro 2:1 do Sony E. Miałem go zamiar użyć z korpusami serii Sony A7, ale te szkła produkowane są także z mocowaniem Canona i Nikona. Czy to alternatywa warta zainteresowania?

Zawsze byłem zwolennikiem obiektywów makro. Zwłaszcza tych o "normalnej” ogniskowej, zbliżonej do standardu. Obliczone bardzo starannie, oparte na wysublimowanych układach optycznych, oferują znacznie wyższą jakość obrazu, niż zbudowane w oparciu o standardowe pięćdziesiątki.Jako wartość dodaną oferują możliwość zbliżenia się do fotografowanego tematu. Ukazania go z innej perspektywy. Jako truizm przypomnę, że w odległościach większych, w tym ustawieniach ostrości na nieskończoność, również radzą sobie świetnie. Są na ogół lepiej zbudowane. Tubus, który musi się dosyć znacznie wysuwać, wymaga mocniejszej konstrukcji, niż ta w klasycznej pięćdziesiątce. To same zalety!

Niestety skala odwzorowania takich obiektywów to bardzo rzadko 1:1. Na ogół 1:2. To dużo, jednak zbyt mało w sytuacjach, gdy chcemy pokazać obiekty naprawdę niewielkie. Stosowanie pierścieni pośrednich jest w takich sytuacjach nieodzowne. Ciekawsze byłoby posiadanie konstrukcji, która oferowałaby większą skalę powiększenia. Niestety takich szkieł jest niewiele. Typowym, specjalistycznym obiektywem tego typu jest Canon MP-E 65 mm f/2.8 1–5x Macro, który ma znaczną cenę i stosowany jest wszędzie tam, gdzie zależy nam na profesjonalnych efektach przy maksymalnych zbliżeniach.

Pierwsze wrażenie jest dobre!

Ciężkie pudełko z twardego i grubego kartonu, skrywa obiektyw opakowany w futerał. W futerale znajduje się obiektyw — zapakowany próżniowo, w folię. Takie rozwiązanie wydało mi się ciekawe. Po rozszczelnieniu i rozcięciu foli wyciągamy długi tubus. Jego konstrukcja zdradza, że to obiektyw zaprojektowany przede wszystkim do pracy z lustrzankami. W przypadku wyboru obiektywu z fabrycznym mocowaniem Sony E widzimy daleko odsuniętą od bagnetu konstrukcję obiektywu.

Obiektyw jest dosyć ciężki. Metalowy korpus obiektywu waży 545 gramów. Nie posiada systemu AF, co w przypadku obiektywu makro, nie jest wadą. Długość wynosi 115 mm, średnica 69 mm. Przysłona zbudowana jest z czternastu lamelek. Najmniejsza odległość ogniskowania 18 cm. Standardowo otrzymujemy filtr UV, który zabezpiecza układ optyczny przed zabrudzeniami, zwłaszcza zaś przed dostawaniem się pyłków do wnętrza tubusu.

Obiektyw zbudowany jest bardzo ciekawie i odmiennie od wszystkich obiektywów tego typu. Zwiększanie skali odwzorowania zawsze związane jest z odsuwaniem się układu optycznego od powierzchni światłoczułej. Tubus ma stałą długość. Zakończony jest odpowiednią, płaską osłoną przeciwsłoneczną, ograniczającą ilość światła rozproszonego wpadającego do wnętrza. W środku porusza się właściwy układ optyczny, który wraz ze wzrostem skali odwzorowania zbliża się do przodu. To bardzo wygodne rozwiązanie. Zwłaszcza podczas pracy z niewielkimi obiektami. Co ciekawe, obiektyw ostrzy do nieskończoności. Jest więc uniwersalnym szkłem?

Zobacz również: Co jest kluczem do dobrego portretu? Opowiada Szymon Szcześniak

Niestety — nie do końca. Obiektyw niezbyt nadaje się do pracy w charakterze typowego obiektywu 60 mm. Jakość obrazu w odległościach większych, niż przyjętych w fotografii makro jest w porządku ale pierścień nastawiania ostrości zbudowany jest dziwnie? Mianowicie niecały centymetr dzieli nieskończoność od 1 metra na skali.

Ustawienie ostrości na dalsze obiekty jest mordęgą i nie wyobrażam sobie tego bez włączonego podglądu na żywo w lustrzance. W bezlusterkowcach powiększenie obrazu w wizjerze jest znacznie wygodniejsze, jednak i tak dosyć trudne. Drgnięcie opuszka palca na pierścieniu powoduje rozostrzenie. Do fotografowania zwykłych przedmiotów obiektyw nadaje się słabo. Nie jest to konstrukcja typowa. Nie oferuje lepszej jakości, niż standardy w zakresie większym niż makro. Laowa jednak, nie jest produktem typowym. Po uzyskaniu jako takich ujęć na odległościach przedmiotowych, powyżej 1 metra, chciałem dać sobie spokój z testami. Musiałem jednak sprawdzić jak wygląda jakość w zdjęciach na większych zbliżeniach. Chwila zabawy przekonała mnie, że to bardzo dobra konstrukcja, jeśli wejdziemy w zakres zbliżony do tego, w którym normalnym obiektywom makro, kończą się możliwości.

Skala 1:2 czy 1:1 to pokaz możliwości ponadprzeciętnych. Nie wszyscy zdajemy sobie sprawę, z tego jakie obrazy osiągamy pracując w takim zakresie. Co oznacza tak naprawdę skala 1:1 na gotowym zdjęciu czy ujęciu? Poniżej zobaczycie kilka przykładów. Nie jestem specjalistą od makro. Wszystkie zdjęcia wykonałem przy świetle zastanym, z ręki (!), bez specjalnych przygotowań i to właśnie pozwala poznać możliwości tego sprzętu. W praktyce, może być tylko lepiej!

Skala 1:2

Skala 1:1

Jest nieźle. Tyle, że taką skalę można osiągnąć przy użyciu innych konstrukcji. Laowa jednak na tym nie kończy. Zwiększając skalę odwzorowania osiągamy powiększenie obrazu 2:1. Producent oznajmia o tym z dumą podając na tubusie informację. To, co dzieje się w zakresie większych zbliżeń jest warte zastanowienia. Pomiędzy skalą 1:1, a 2:1 jest przepaść, którą odzwierciedla duża odległość na pierścieniu nastawiania ostrości.

Skala 1,5:1

Skala 2:1

Ostrzy się przyjemnie, a praca jest bardzo wygodna. Przy skali 1:1, układ optyczny wycofany jest w głąb tubusu na odległość około 4 cm. Taką samą odległość pokonuje pierścień ostrości przy odwzorowaniu od 1:1 do 2:1. Ostrzy się łatwo. To specjalistyczne narzędzie. Musicie pamiętać o tym, że to specyficzne szkło. Jeśli nie potrzebujecie zbliżeń — nie musicie patrzeć na nie łakomym wzrokiem. Są inne obiektywy. Jeśli jednak jesteście zainteresowani pracą w dużych zbliżeniach to obiektyw dla was.

Zbliżenie w maksymalnej skali fragmentu okiennej firany...

Dla kogo to szkło?

Niesamowicie wygodnie pracuje się nim podczas fotografowania przyrody. Wizyta w lesie, gdzie mamy do czynienia z ciekawym detalem lub obiektem w oddaleniu jest naprawdę przyjemna. Unikamy ciagłego przystosowywania sprzętu do pracy w różnych warunkach. Podczas spaceru po grudniowym lesie, zauważyłem, że mogę pokazać właściwie wszystko. Naprawdę przyjemny obiektyw. No może, gdyby nie to męczące ostrzenie na obiekty znajdujące się w odległościach większych niż 1 metr.

Poniżej mech na zbliżeniu. Listki mają około 2–3 mm, ale sterczące elementy są maleńkie i prawie ich nie widziałem na ekranie Sony A7R.

Fotograf pracujący z przedmiotami również zyskuje ciekawe narzędzie. Możliwość pokazania bardzo dużych detali może zainteresować klientów. Efekt uzyskujemy bardzo łatwo. Po prostu przybliżamy się do obiektu. Jedyna niedogodność, o której musimy pamiętać, to utrata światła wraz z zbliżeniem. No ale to normalne. O pierścieniach pośrednich, mieszkach itd. możemy zapomnieć.

Podsumowanie

Im większa skala odwzorowania tym lepsza jakość. To umiejscawia nam ten obiektyw w grupie szkieł specjalistycznych. Nie jest to ta jakość dla większych odległości jaką znacie ze szkieł typu Canon 100 Macro f/2,8 L czy Zeiss Planar 50 mm f/2. Jednak wszędzie tam, gdzie takie obiektywy kończą swą pracę, zaczyna się pole do popisu dla Venus Optics Laowa 60 mm f/2,8 Macro 2:1. Myślę, że przy fleszu do makro i fotografowaniu owadów mielibyśmy możliwość uzyskania nieprawdopodobnych kadrów.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy:

Paryskie klimaty czyli subiektywnie o Zeiss Batis 85 mm f/1.8 Sony A7R III - król bezlusterkowców [test] GoPro HERO 6 - z pogodą pod górkę Olympus ED 17 mm f/1.2 PRO oraz 45 mm f/1.2 PRO czyli najnowsze, jasne stałki Olympusa w akcji WD My Cloud Home Duo - test nowoczesnej, domowej chmury dla każdego Olympus OM-D E-M10 Mark III - test nowego bezlusterkowca dla amatorów Wideotest nowych akcesoriów firmy Peak Design, która uzbierała już ponad 15 mln dolarów na Kickstarterze Zabrałem Fujifilm X-E3 w podróż po Europie. Mój subiektywny i praktyczny test Peak Design Everyday Sling – torba fotograficzna, którą nosisz tak, jak lubisz Olympus M.Zuiko Digital ED 12-100 mm f/4 IS PRO to mistrz! Test uniwersalnego obiektywu Instax Share SQ SP-3 - drukuje natychmiastowo w kwadracie i daje mnóstwo frajdy Sprawdziłem MeFoto Backpacker - tani, lekki i praktyczny statyw dla podróżników Quadralite A1 - recenzja małej lampy o dużych możliwościach Olympus M. Zuiko Digital 45 mm f/1.2 PRO - moje pierwsze zdjęcia przykładowe + wideo Canon EOS 6D Mark II - test następcy popopularnej pełnoklatkowej lustrzanki Loupedeck – zostań DJ-em w świecie fotografii. Test kontrolera do Lightrooma Adobe Lightroom CC i Classic - recenzja nowych programów do obróbki zdjęć Sony FE 24-105 mm f/4 G OSS - nasze zdjęcia przykładowe Sony A7R III - wszystko, co o nim wiemy. Pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe Feiyu Tech A2000 - wideotest nowego gimbala z dalekiego wschodu Fujifilm X-E3 - nasze pierwsze zdjęcia przykładowe Sony A9 - test bezlusterkowca, który ma być zabójcą lustrzanek Subiektywnie o Leica M Monochrom Typ 246 Czy Nikon D850 to rzeczywiście lustrzanka kompletna? Sprawdzamy w praktyce [test + wideo]

Popularne w tym tygodniu:

Kilka słow o tablecie Wacom Intuos Pro [wideo] Sony DSC RX 100 VI - zaawansowany kompakt dla wymagających [test] TEST: Canon EOS 200D – pomysł na maleństwo TEST: Kolejna jasność u Olympusa, czyli M.Zuiko 25 mm f/1.2 Pro TEST: Venus Laowa 12 mm f/2.8 Zero-D. Najszersze małoobrazkowe ef-dwa-osiem. TEST: Wół roboczy á la Tamron, czyli SP 24-70 mm F/2.8 Di VC USD G2 TEST: Jasność u Olympusa, czyli M.Zuiko 17 mm f/1.2 PRO