© Maciej Galas - Megamag

Czy można jaśniej? Sprawdzam obiektyw Voigtlander Nokton 35 mm f/1.2 Aspherical II

Na wstępie słówko wyjaśnienia. To nie jest zwykły test obiektywu. Nie będę - jak zwykle zresztą - przeliczał ilości linii na milimetr. Po prostu podzielę się z Wami wiedzą jaką nabyłem szukając tej jedynej, ulubionej - trzydziestki piątki. Teraz jest mi łatwiej - wiem, że chyba ją znalazłem. Wiem, że obiektyw, którego szukałem to Voigtlander Nokton 35 mm f/1.2 Aspherical II. Sprawdziłem wiele szkieł, ale to właśnie ten obiektyw okazał się tym, który spełnił moje oczekiwania. Oczywiście nim do tego doszedłem, musiałem troszkę się pomęczyć. Potestować...

Jak do tego doszło?

Częściowo już o tym pisałem w artykule o obiektywach Voigtländer. Używam aparatów Sony A7 (różnych modeli), ale równie chętnie skłaniam się ku sprzętowi firmy Leica. Nastały piękne czasy, które z nowoczesnych konstrukcji wyeliminowały lustro, skracając znacznie odległość od bagnetu obiektywu do matrycy. Bezlusterkowce okazały się mieć swoich bliskich krewnych — aparaty dalmierzowe. Nagle okazało się, że nie jesteśmy zdani na używanie przejściówek do dużych obiektywów z lustrzanek. Wypacza to całą ideę małych korpusów jakimi są Sony A7. Można sięgnąć do przejściówek umożliwiających mocowanie obiektywów z aparatów dalmierzowych — np. Leica.

Małe, czasami maleńkie obiektywy oferują nieprzeciętną jakość obrazu i niespotykaną w obiektywach do lustrzanek korekcję wad optycznych. To nie dziwi. Optyka może być konstruowana w oparciu o nienaciągane prawa fizyki i nie musi sztucznie wydłużać odległości od ostatniej grupy soczewek do matrycy (aby pomieścić lustro). Małe obiektywy, wysoka jakość. Czegóż trzeba więcej? Tak przyszło zainteresowanie obiektywami z mocowaniem m39, a następnie Leica M. Testowałem obiektywy Leica i Voigtländer.

Obiektywów Leica nie trzeba przedstawiać. Voigtländer produkowany przez Cosinę — tą samą firmę, która składa obiektywy Zeiss ZE i ZF był polem do eksperymentów. Już pierwsze zdjęcia, które zamieściłem w tekście o obiektywach Voigtländer, były obiecujące. Ja jednak postanowiłem sprawdzić dogłębnie konstrukcję, która wydała mi się najciekawsza.

Pierwsze wrażenie

Typowy Voigtländer. Dobrze zapakowany chociaż otrzymujemy go — co jest największą wadą — bez metalowej osłony przeciwsłonecznej, którą musimy dokupić we własnym zakresie. Chyba warto, ponieważ osłona proponowana przez Cosinę to chropowata, matowa, konstrukcja nawiązująca do starych osłon z lat siedemdziesiątych. Bardzo solidna i dodająca całości uroku. Dosyć droga niestety, ale w cenie tego obiektywu powinniśmy otrzymać ją w pudełku. Wzorem firmy Leica przydałby się także skórzany woreczek, etui, chroniący obiektyw podczas przechowywania. Ale nie narzekajmy. Solidne pudełko skrywa dobrze zbudowany obiektyw o czym przekonujemy się już podczas jego wyjmowania.

Zobacz również: Wideotest Canon EOS M

Budowa

Voigtlander Nokton 35 mm f/1.2 Aspherical II to bardzo dobrze zbudowany obiektyw z mocowaniem Leica M. Pod względem mechanicznym oferuje bardzo dużą precyzję, absolutne zero luzów, gładkie, aksamitne opory pierścienia nastawiania ostrości. Pierścień regulacji przysłony pracuje lekko, delikatnie „zaskakując” z kliknięciem na poszczególnych pozycjach. Świetnie współpracuje z dalmierzowym systemem nastawiania ostrości w aparatach Leica. Obiektyw wykonany jest z metalu, wykończony na czarno, obrobiony bardzo precyzyjnie (pisałem o tym? Nie dziwcie mi się — ta precyzja wzbudza respekt). Obiektyw jest bardzo ciężki. Mniejszy nieco niż natywny w systemie Sony — Carl Zeiss Sonnar 1,8 55. Jest od niego o prawie 200 gram cięższy. Waży 470 gram, a przecież jego rozmiary to 60,8 mm średnicy i 62 mm długości. Gwint filtra 52 mm znakomicie pozycjonuje tę konstrukcję na tle jasnych obiektywów 35 mm do lustrzanek. To mały obiektyw w porównaniu do obiektywów lustrzanek, ale duży w systemie Leica. W zestawieniu z Sonnarem 35 mm f/2,8 do systemu Sony jest olbrzymi, ale z Distagonem 35 mm f/1,4 znowu okazuje się być bardzo zgrabną konstrukcją. Jego masa nie pasuje do wielkości… Chodzi tu o koncentrację masy w małym przedmiocie. Metalowa obudowa i zastosowanie bardzo zaawansowanej budowy optycznej, na którą składa się 10 elementów położonych w 7 grupach (w czym, aż dwa to elementy asferyczne) powoduje, że masa jest znaczna jak na tak mały przedmiot.

Czujemy to wyraźnie, gdy trzymamy Noktona w dłoni. W zestawieniu z korpusem A7 czujemy jego znaczą masę od razu — tym bardziej, że używamy go z przejściówką. Z korpusem Leica M już mniej odczuwamy dyskomfort założenia tak ciężkiego i długiego obiektywu (długiego i dużego w zestawieniu z innymi obiektywami Leica) - po prostu cały korpus jest cięższy. Czy ta masa przeszkadza? Nie! Obiektyw wzbudza swą budową nasze zaufanie. Jego masa stabilizuje cały system umożliwiając uzyskanie nie poruszonych zdjęć. Nadal jest relatywnie mały, a należy przypomnieć, że jest to obiektyw bardzo jasny. Pancerna, profesjonalna budowa zapowiada równie profesjonalne osiągi.

Budowa optyczna

Bardzo zaawansowana — jak widzimy na ilustracji poniżej - to podobna klasa projektu co Summilux firmy Leica. Odejście od konstrukcji Gauss'a, nowoczesne elementy asferyczne i nietypowe zestawienie krzywizn jak na obiektyw szerokokątny — dają bardzo nowoczesną konstrukcję. 12 listków przysłony dopełnia całokształtu konstrukcji, która umożliwia fotografowanie z odległości 50 cm (co w świecie dalmierzy nie jest oczywistością). Owe 12 listków przysłony troszczy się abyśmy otrzymywali piękny — aksamitny bokeh (tfu — rozmycie). Światło f/1,2 czyni z Noktona najjaśniejszy obiektyw 35 mm zaprojektowany dla pełnej klatki na świecie! Należy mu się tytuł — Najjaśniejszy Pan ;)

Jakość obrazu i dlaczego Nokton?

To najważniejsze kryterium jakim się kierowałem. Drugim była uniwersalność. Nie chciałem nosić ze sobą dwóch trzydziestek piątek. Nie chciałem także inwestować w sprzęt Zeiss, aby następnie po całkowitym przejściu na Leikę kupować od razu nowe szkła. Owszem biorę pod uwagę idealnego podobno Summiluxa 35 mm f/1,4 ASPH. FLE, ale muszę go najpierw przetestować. Równie ciekawy może okazać się nowy Summicron 35 mm f/2. Póki co zakochałem się w obrazowaniu tego Voigtländera. Miałem okazję fotografować Sonnarem 35 mm f/2,8, który jest natywną w systemie Sony trzydziestką piątką o niezrównanej jakości — jednak jasność f.2,8 nie jest żadną rewelacją, a w aspekcie umiłowania do korzystania ze światła zastanego - zdaje się bezużyteczny. Summarit 35 mm f/2,5 i f/2,4 firmy Leica to porównywalne do Sonnaraa szkła, ale także ciemne. Nokton f/1,4 to zupełnie inna bajka (o nim już wkrótce), Summicron 35 mm f/2 to wciąż za mało. Pozostają Nokton o świetle f/1,2 i Summilux o świetle f/1,4. Wstępnie zdecydowałem — na początek Voigtländer — potem zobaczymy.

Jakie obrazy uzyskujemy używając tego obiektywu? Napiszę krótko — piękne.

Żart. To co udaje się uzyskać to wypadkowa zaawansowanej budowy i jasności. Przede wszystkim użyteczne obrazy otrzymujemy już od w pełni otwartej przysłony! Nie przesadzam. Jak każda ultra jasna konstrukcja (odsyłam do mojego artykułu o Mitakonie 50 mm f/0,95 ) może nieco zmiękczać obraz przy otwartej przysłonie oferując delikatne duszki w pełnym świetle — jednak tego nie czyni — dając nam jedynie w takich sytuacjach drobne — fioletowe „frędzle” aberracji chromatycznej — łatwe do usunięcia w postprodukcji. Ostrość w centrum kadru jest wzorcowa nawet przy przysłonie f/1,2! To największy atut. Jeśli obiektyw ten zmusimy do pracy w małym natężeniu światła i o małym kontraście - prawie w ciemności — on nadal oferował będzie ostry obraz. Fotografując dziewczynę w ciemnym wnętrzu z odległości około 2 metrów nadal miałem ostre rzęsy — co nie jest normą przy obiektywie szerokokątnym! W ciemnościach ten obiektyw pokazuje klasę. Nawet w zestawieniu z korpusem Sony A7R jasność f/1,2 daje bardzo dużą elastyczność. Nie musimy doświetlać ani czekać na większy kontrast. Możemy liczyć na ostre, piękne, nastrojowe ujęcia.

Tak…. Nastrojowe to dobre słowo. Największym atutem jest odseparowanie głównego motywu od tła, które w przypadku obiektywów 35 mm nie jest oczywistością. Co więcej, to odseparowanie możliwe jest właściwie dla każdego dystansu! Otwór f/1,2 na coś się przydaje. To ciągle nie wszystko. Sposób, w jaki ten obiektyw rozmywa obraz oraz aksamitne przejścia rozmyć, stanowią o jego wielkiej klasie. Szczęśliwcy używający tego obiektywu i Summiluxa porównują je do siebie twierdząc, że ostrzejszy nieco jest obiektyw z Niemiec, ale bardziej poetycki obraz daje Nokton. Zamiast długich opisów pełnych zachwytu postaram się opisać poszczególne dołączone do tekstu fotografie. Widać na nich sceny bardzo słabo oświetlone, wręcz zupełnie ciemne robione na w pełni otwartej przysłonie przy bardzo podniesionej czułości — są jednak i sceny dzienne, gdzie ostrość jest kompatybilna z wzorcem jakim jest Sonnar 55 mm f/1,8.

Jeden obiektyw — wiele systemów

Aby podkreślić multiplatformowość tego obiektywu i ucieszyć posiadaczy aparatów Leica dołączam fotografie realizowane na korpusie Leica M Monochrom (Typ 246), z którym obiektyw ten idealnie współgra oferując bardzo szlachetne przejścia tonalne i ostrość. Z Sony A7, A7S II i A7R pracowałem używając przejściówki Voigtländer Close Focus Adapter, która uczyniła z tego obiektywu funkcjonalnego potwora. Przy szerokim kącie schodzenie do odległości rzędu 20 cm przy jasności f/1,2 daje nieprawdopodobne możliwości — o dziwo — zwłaszcza w fotografii komercyjnej.

Podsumowanie

Klasa tego obiektywu jest dla mnie niepodważalna. To wspaniałe narzędzie. Daje ostre obrazy w ciemności i przy małym kontraście, aby po podniesieniu kontrastu, wzrostu jasności i przymknięciu przysłony obezwładnić nieprawdopodobną szczegółowością całej klatki. To co mnie ujęło to klasa rozmyć, która zdaje się kreować zupełnie nowe i nieoczekiwane interpretacje otaczającego nas świata. Nawet stopniowe przejście od ostrości do nieostrości przy przysłonie f/1,2 jest majstersztykiem. Wszystko to w małym, masywnym, dobrze zbudowanym obiektywie, który może być użyty zarówno z korpusem Leica jak i Sony. Jestem z efektów (na razie jedynie testowych) bardzo zadowolony. Nie mogę doczekać się, aby zrealizować z tym obiektywem „normalną” sesję zdjęciową lub co lepsze realizację filmową — bo z manualnym, precyzyjnym ustawianiem ostrości i taką jasnością można oczekiwać nieprawdopodobnych obrazów. Nie omieszkam na bieżąco dzielić się z Wami efektami prac realizowanych przy użyciu tego obiektywu.

Teraz możemy przejść do opisu fotografii.

Wnętrze hotelowej kawiarni. Bardzo szary, pochmurny dzień. Mały kontrast. Mały kontrast napawał mnie obawą czy zdjęcie będzie poprawne i ostre. Odległość około 2,5 metra. Głębia ostrości niewielka ale krawędź krzesła, na które ostrzyłem wypadła bardzo dobrze. Rozmycia eleganckie nie nerwowy bokeh. Sony A7R - ISO 100 1/250s, f1,2
To samo miejsce. Wnętrze. Szaro za oknami. A7R ISO 100, 1/250s, f1,2. Lampa z kryształkami. Mała głębia ale zauważcie, że to co ostre (sznureczki i niektóre krawędzie szkła) jest optymalne. Rozmycia mistrzowskie. Zastosowałem szybką migawkę w celu uniknięcia szarpnięć - z czego słynie migawka A7R w nie najlepszych warunkach świetlnych. Z tym obiektywem było to możliwe. Obraz nie stracił na jakości. Zobaczcie jak subtelnie rozmywają się dalsze kryształki.
To samo miejsce. Brak światła naturalnego. Nieco większy kontrast z małych halogenków. Zdjęcie zrobione bez kadrowania - pod test - jakość obrazowania bez zarzutu. Tak zachowuje się ten obiektyw na Sony A7R w niezbyt dużym kontraście. Sony A7R 1/50 s ISO 100, f2.
Leica M Monochrom (Typ 246). ISO 320, 1/250s, f4,8. Boczne światło słoneczne, zachód słońca. Szczegółowość jak i rozmycia pokazują dużą kulturę pracy.
Leica M Monochrom (Typ 246). ISO 320, 1/4000, f1,4. Zachód słońca. Odseparowanie od tła na przyzwoitym poziomie. Obiekt "wybija się" na przedni plan.
Sony A7R ISO 100, 1/800s, f4. Duży kontrast. Jakość ostrości adekwatna do tej jaką daje przy ogniskowej 55 mm Carl Zeiss Sonnar 1,8. Jednak taką ostrość w obiektywie 35 mm nie łatwo jest osiagnąć. Przy przysłonach 5,6 i 8 ostrość wzrasta. Ja większej nie potrzebuję ale... Zobaczcie kolejną fotografię.
Sony A7R, ISO 100, 1/200s, f8. Ustawiłem odległość na hiperfokalną. Ostrością byłem zaskoczony. Fajnie jest wiedzieć, że w razie potrzeby mamy idealnie ostrą "trzydziestkę piątkę".
Leica M Monochrom (Typ 246). ISO 320, 1/125, f4,8. Zachód słońca, boczne światło. Cecha charakterystyczna tego obiektywu na korpusie Leica - ostrość na całym polu obrazowym - nawet przy mniejszych przysłonach.
Leica M Monochrom (Typ 246). ISO 320, 1/60, f6,8. Wnętrze oświetlone światłem z okna. Dosyć ciemno. Leica może pracować przy dłuższych czasach bez obawy, że "kopniecie" migawki przyczyni się do utraty ostrości.
Leica M Monochrom (Typ 246). ISO 320, 1/1000s, f1,7. Ten obiektyw idealnie nadaje się do opowiadania obrazem. Nawet zwykły przedmiot nabiera ładnego wyglądu. Nie tylko za sprawą ostrości, a zwłaszcza może przez jakość nieostrości.
Sony A7R, ISO 320, 1/200s, f1,4. Szczegółowość obrazu bez zarzutu. Ciemne muzealne wnętrze - odblaski dające kontrast w kryształach to efekt nielicznych promieni słońca wpadających przez okiennice. Mimo to fotografia cechuje się akceptowalną jakością.
Sony A7R, ISO 125, 1/250s, f,1,2. Mała głębia ostrości, przytłumione światło - niezbyt duży kontrast, a mimo wszystko tam gdzie ostrość jest - jest dobrze.
A co w ciemności? Sony A7R, ISO 800, 1/250, f1,2. Z tą przysłoną uzyskujemy bardzo plastyczne rozmycia dające efekt trójwymiarowości.
Sony A7R, ISO 800, 1/250, f1,2. Możemy skupiać się na dowolnym fragmencie przestrzennego przedmiotu. Papierowa głębia ostrości i tak duże rozmycie to raczej cechy 85-tek a nie 35-tek.
Sony A7R, ISO 500, 1/250, f1,2. Mało światła. Otwarta przysłona a jednak nie możemy się przeczepić do jakości obrazowania. Ponownie zwracam uwagę na aksamitne rozmycia.
Sony A7R, ISO 640, 1/160, f1,2. Bardzo ciemno, stłumione oświetlenie. Przysłona otwarta, zdjęcie z ręki - mimo to ostrość rzęs modelki - bez zarzutów. Kontrast także.

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy obiektywów

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy:

Zalamo - uniwersalny, wielofunkcyjny system dla fotografów Fujifilm X70 - kieszonkowe APS-C [test] Tamron SP 90mm F/2.8 Di MACRO VC USD (F017) - solidne macro wśród mocnej konkurencji [recenzja] Canon EOS 1300D - nasze pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe WD My Cloud EX2 Ultra - bezpieczne dane w domowej chmurze [recenzja] Nowy bezlusterkowiec do 2000 zł - na które aparaty warto zwrócić uwagę? Zeiss Batis 85 mm f/1,8 [test] LUMU - gadżet czy pełnowartościowy światłomierz? Tamron SP 90mm F/2.8 Di MACRO VC USD - nasze pierwsze zdjęcia przykładowe Sprawdzamy fotoksiążkę firmy Saal Digital Nikkor 24 mm f/1,8 - następna fajna stałeczka [test] Intensywny fotograficzny tydzień z Fujifilm X-Pro2 Olympus PEN-F – melancholia lat 60. przeniesiona w XXI wiek [test] Canon EOS 80D - zupełnie nowe wnętrze w starych szatach. Nasze pierwsze wrażenia Jak działa Sony A7 II z obiektywami Canona? Sprawdzamy adaptery Metabones i Commlite [test] Test jakości zdjęć iPhone'a 6s. Czy Apple nadal jest królem fotograficznych smartfonów? Canon EOS–1D X Mark II - najszybsza lustrzanka świata w naszych rękach Fujifilm X-Pro2 - test flagowca łączącego tradycję z nowoczesnością Olympus PEN-F - pierwsze wrażenia i zdjęcia po jednym dniu spędzonym z aparatem Panasonic GX8, daj się przetestować! [test] Nikkor 24-70 mm f/2.8E ED VR - zoom na maksa? [recenzja] Zeiss Batis 85 mm f/1.8 - test portretówki do Sony A7 3 poradniki o fotografii portretowej M.Zuiko Digital ED 300 mm 1:4 PRO - moje pierwsze wrażenia z fotografowania w terenie

Popularne w tym tygodniu:

Fujifilm X-E3 - nasze pierwsze zdjęcia przykładowe Feiyu Tech A2000 - wideotest nowego gimbala z dalekiego wschodu