Leica X Vario - test kompaktu klasy premium

Zbliżają się wakacje. Chyba dlatego mój znajomy - pasjonat fotografii, o ponad przeciętnych możliwościach zakupowych, o których kiedyś, jeszcze napiszę…. (Tomku…. - pamiętasz zakupy w Berlinie?) - zwrócił się do mnie z prośbą o to, abym mu wybrał aparat kompaktowy, mający wszystko i robiący dobre zdjęcia. Nie chce mu się na co dzień nosić swojej wielkiej torby ze sprzętem…

Leica X Vario

Leica X Vario (© Maciej Galas)

Oferta rynkowa jest w tym segmencie tak ogromna, że gdyby chodziło o doradzenie komukolwiek to chyba nie czułbym się na siłach. Ale Tomek to inna sprawa…. Tomek musi mieć wszystko „naj". Właściwie to NAJ. Wyobraźcie sobie, że kiedy urodziła mu się córeczka pobiegł do sklepu po aparat aby nie robić jej zdjęć iPhonem. Wrócił z Canonem EOS 1 D (najwyższy wówczas model) z Elkami 1,2 85 i 2,8 100 makro i 1,4 35…. Rozumiecie o co chodzi? Aby się upewnić — zapytałam — co chce nim fotografować i z jaką jakością. Odparł, że ostatnio bawi go fotografia uliczna, a raczej podpatrywanie różnych ciekawych sytuacji i kadrów z prawdziwego życia. Szykuje się do wydruków na małą wystawę w swojej firmie z fotografiami z podróży służbowych (fabryki na całym świecie) + życie prywatne.

Mój wybór padł na aparat Leica X Vario. Oczywiście nie tak od razu. Musiałem go zobaczyć. Dotknąć. Pofotografować. To co piszą producenci sprzętu o swoich wyrobach należy traktować zawsze z dużą dozą ostrożności aczkolwiek tu Leica jest bliższa innym niemieckim firmom. Wiecie jak to jest z folderami np, branży motoryzacyjnej? Gdy producent japoński czy pochodzący z „reszty świata” pisze, że jego samochód osiąga prędkość maksymalną 183 km na godzinę to czyni to z anorektycznym kierowcą o posturze wczesnego gimnazjalisty na idealnie gładkiej, wypoziomowanej nawierzchni w bezwietrzny dzień z prawie pustym bakiem i takimże bagażnikiem… Gdy pisze to producent z Niemiec oznacza to, że taką prędkość możecie osiągnąć zawsze, w każdych warunkach z zapchanym po brzegi bagażnikiem, z teściami na tylnym siedzeniu i kolegą zapaśnikiem wagi ciężkiej obok. Gdy zaś wlejecie paliwo z serii Racing czy też Dynamic spokojnie w tym samym towarzystwie możecie pojechać z prędkością większą o jakieś 10–20 km/h.

Leica X Vario

Foldery firmy Leica opisują sprzęt bardzo precyzyjnie i nie przesadzają. Przekonałem się o tym czytając np. takie proste zdanie: „Obiektyw pozbawiony jest całkowicie dystorsji” - czy to możliwe? Tak. Po prostu. Szukając aparatu dla Tomka postawiłem na serię X lub T. Leica T wydała mi się zbyt nowoczesna i za mała jak dla niego, a Leica Q ma niewymienny obiektyw. Leica X jest ok chociaż także ma niewymienny obiektyw. Wersja Vario okazała się być najbliższa spełnieniu oczekiwań. Dzięki uprzejmości Butiku Leica z Krakowa czyli Galerii Trzecie Oko mogłem przetestować ten aparat i mam kilka spostrzeżeń. Zaczynamy!

Po pięciu minutach fotografowania wiedziałem, że gdybym chciał aparatu, który miałbym zawsze przy sobie mając przy tym świadomość, że jakościowo nic nie stracę, a sfotografować będę mógł prawie wszystko - wybrałbym właśnie Leica X Vario. Nie miałem czasu na wgłębianie się w możliwości ustawiłem wszystko na automatykę. Czyż nie najlepiej w ten sposób zapoznać się z możliwościami kompaktu? Na ogół nie będzie czasu na ustawiane czegokolwiek. Podczas spaceru ulicami Krakowa beznamiętnie fotografowałem wszystko wokół. Chodnik, krzaczki, detale, widoki…. Po prostu celując, zmieniając ogniskową i naciskając spust. No dobra o tym, że to zoom często zapominałem bo nie jestem przyzwyczajony do tego, że obiektyw może mieć zmienną ogniskową… Tak wiem jestem dinozaurem.

Budowa

Będę nudny. Body niczym nie odstaje od M-ki czy modelu Q. Ten sam poziom zaprojektowania, spasowania elementów, solidności, a to wszystko z użyciem najlepszych materiałów. Okładzina zbliżona do tej z modelu M - osłania monolityczny, obły korpus, którego nie zmusicie do „zatrzeszczenia” czy ugięcia — nawet gdybyście mieli duże rezerwy mocy w dłoniach. Bardzo solidnie wykonany metalowy korpus waży 628 gram - wraz z akumulatorem. Kształt nawiązujący do serii M. To nawiązanie nie jest przypadkowe. Naśladowane przez inne firmy specyficznego „schodka” na górnej płycie, który pozwala na zrównanie pokręteł i przycisku wyzwalającego migawkę z dalszą częścią płyty górnej jest przeniesione wprost z serii M i Q (nie ma go model X-E). Solidność korpusu wzbudza szacunek, ciężar także. Mając w ręku model X Vario czujemy, że to Leica. Górna płyta korpusu wykonana jest w taki sam sposób jak w serii M — to więc nie tylko spostrzeżenia ale fakty. Ta ogólna solidność to jedna z najważniejszych cech tej konstrukcji.

Zobacz również: Wideotest Nikona D4

Leica X Vario występuje w dwóch odmianach kolorystycznych. Możemy mieć korpus srebrny lub czarny zawsze z czarną okładziną. Leica X występuje w wersji z okładziną brązową oraz trójkolorową (wersja Moncler — układ barw taki jak ma francuska flaga) ale to aparat z obiektywem stałoogniskowym (35 mm — oczywiście jako ekwiwalent dla 35 mm bo to także APSC). Na górnej płycie znajdziemy wysuwaną lampę błyskową, pokrętło wyboru czasów i trybu automatyki czasu, pokrętło wyboru przysłony i wyboru automatyki przysłony, spust migawki będący także selektorem trybu zdjęć (pojedyncze, seryjne) i wyłącznikiem oraz przycisk uruchamiający filmowanie w formacie HD z prędkością 30 klatek na sekundę. Ukrycie lampy i jej całkowite wyeliminowanie z przedniej płyty, która jest zupełnym monolitem wspaniale przysłużyło się klasie projektu. Minimalizm górą! Mamy oczywiście stopkę lampy błyskowej, która niejako automatycznie traktowana jest jako możliwość stosowania ergonomicznego mocowania pod kciuk lub jeszcze lepiej wizjera Visoflex. Umieszczenie czerwonego logo oraz czujnik jasności na górze przedniej ścianki są typowym nawiązaniem do „emek”.

Tylna ścianka to już bardzo wyraźne nawiązanie do serii M. Trzy calowy ekran. Przyciski i pokrętło wyboru — właściwie w tym samym miejscu. No może poza przyciskami związanymi z poruszaniem się po menu — tu mamy przesunięcie w dół całego zespołu — ze względu na brak wizjera i pracę z ekranem w trybie LV. No i właśnie. Na samej górze tylnej ścianki tuż pod stopką widać wyraźnie złącze dla wizjera Visoflex - to również zapożyczenie od M-ki.

Obiektyw

Należy mu się kilka słów opisu, gdyż to bardzo udana konstrukcja. Leica Vario-Elmar 1:3,5–6,4/18–46 mm ASPH. (odpowiednik ogniskowej 28–70 mm dla filmu małoobrazkowego). Budowa optyczna to 9 soczewek w 8 grupach w tym dwie soczewki asferyczne. Ważna jest możliwość fotografowania z odległości 30 cm przy ustawieniu na ogniskową 70 mm co daje całkiem spore makro jak na obiektyw, który ciągle mamy przy sobie. Ostrość, korekcja aberracji a nawet winietowanie na wysokim poziomie — nieporównywalnym z tym co otrzymujemy z większości kompaktów.

Ergonomia

Typowa dla klasycznych korpusów z Solms. Zaokrąglony kształt, pozbawiony gripa. Mała wypustka pod kciuk na tylnej ściance z pokrętłem wyboru. Niby minimalistycznie ale zwróćcie uwagę, że wszystkie ustawienia niezbędne do fotografowania macie w zasięgu wzroku a te nieco „głębsze” ukryte są pod konkretnym przyciskiem (flash, ISO, korekta ekspozycji, WB czy info). Poza pokrętłami na górnej płycie mamy także możliwość przestawienia trybu ostrości z AF na M poprzez obrót pierścienia ostrości na obiektywie w pozycję AF, która następuje zaraz po nieskończoności. Nie ma oczywiście możliwości przypadkowego przełączenia, pierścień stawia odpowiedni opór. Leica słynie z logicznego i godnego naśladowania menu. Mało opcji, wszystko bardzo intuicyjnie rozmieszczone wg. pierwszeństwa opcji częściej używanych. W rezultacie fabrycznym korpusem X Vario fotografuje się bardzo łatwo. Podkreślam - „Fabrycznym” czyli po wyjęciu z estetycznego pudełka. Ważne jest to, że za pomocą akcesoriów oryginalnych można znacznie podnieść jakość użytkowania modelu X.

Dodatki

Płyta dolna wraz z gripem na palce znacznie poprawiają ergonomię korpusu. Dodatkowo — jest możliwość przykręcenia pętli na palce — czyli nie tylko to, że grip wraz z płytą są solidne jak w serii M. Ich funkcjonalność jest identyczna. Do poprawy ergonomii mamy także futerały — i tu Leica zaszalała, dając do wyboru kilka wzorów wykonanych ze skóry w różnych wariantach kolorystycznych. Wszystko wykonane w standardzie premium — tak jak cały aparat. Celownik — ciekawa sprawa, ale w Vario mamy możliwość zastosowania celownika Visoflex dla serii M! Oczywiście inne akcesoria jak np. pasek na nadgarstek są dostępne także dla wersji X Vario. Akumulator wystarcza wg. producenta na wykonanie 460 zdjęć warto więc zastanowić się nad kupnem dodatkowego.

Fotografowanie

Leica X Vario to aparat, którego w ogóle nie trzeba się uczyć. Spacer z tym aparatem to dziwne wrażenia. Czujemy, że mamy w dłoniach coś solidnego o godnego zaufania. Wykonywanie zdjęć jest bardzo proste. Nie musimy o niczym myśleć (ale oczywiście możemy) tylko kadrować. Po pierwszych ujęciach z manualnym ostrzeniem, przerzuciłem się na AF, który działa wyśmienicie. Fotki na ekranie wyglądały bardzo poprawnie. Mocno świeciło słońce więc wcale nie analizowałem wyników — zostawiając sobie to „na potem”. Wesoło pstrykałem aby potem móc troszkę powybrzydzać nad jakością. W końcu to kompakt. Pierścienie na obiektywie działają z należytym oporem bardziej przypominając aparat manualny wysokiej klasy niż kompakt. Można skupić się na tym co chcemy sfotografować. AF działa niezauważalnie. Po prostu jest! Gdy jednak fotografujemy z wizjerem EVF II można bawić się manualną ostrością i tu czujemy się jak z każdym bezlusterkowcem i to bardzo zaawansowanym. Te możliwości zaawansowane to mocna strona tego „kompaktu”.

Możliwości zaawansowane

AF działa na zasadzie detekcji kontrastu w ustawieniach: 1 — polowym, 11 — polowym, punktowym i z wykrywaniem twarzy. Pomiar światła wielopolowy, uśredniony, punktowy z korekcją ekspozycji +/- 3 EV co 1/3 (to samo dla zdjęć seryjnych z różnym ustawieniem ekspozycji. Ekspozycja typowa a więc program automatyczny, priorytet czasu, priorytet przysłony i ekspozycja z ręcznie ustawianymi wartościami ekspozycji. Czasy od 30 s do 1/2000s. Możliwość wykonywania zdjęć seryjnych z prędkością 3 i 5 klatek na sekundę. To oczywiście nie wszystko — mamy możliwość korekcji temperatury barwowej i korekty siły błysku lampy błyskowej. Czułość od 100 do 12500 ISO. Nie zapomniano o samowyzwalaczu z nastawami 2 i 12 s.

Jakość fotografii

Fotografie, które otrzymałem bardzo mnie zaskoczyły, gdyż to pliki DNG otrzymane z matrycy CMOS formatu APSC o rozdzielczości ponad 16 mln pikseli (4944 x 3274). Pliki zawierają wystarczającą ilość informacji — nawet do zaawansowanej obróbki (rozpiętość tonalna). Nawet z ustawieniami automatycznymi są poprawnie naświetlone i z zupełnie akceptowalną kolorystyką. Są ostre a nawet bardzo ostre. Zobaczcie zresztą sami.

Podsumowanie

Bardzo udane połączenie niezawodnego, klasycznego, pięknego korpusu „Made in Leica", który jest ciężki i bardzo solidny z szybkością pracy aparatu kompaktowego. Nastawy ręczne pozwalają bardzo dogłębnie ingerować w obraz. Zdjęcia wysokiej jakości. Cóż tu podsumowywać. Za 11 100 złotych możemy stać się posiadaczami kamery klasy premium, która może nam towarzyszyć na co dzień, bez względu na to czy jesteśmy bardzo zaawansowanymi fotografami czy też amatorami o dużych aspiracjach. Jeśli nie chcecie kompromisów jakościowych, a liczycie na automatyczne, niezawodne działanie bardzo stylowego aparatu… Nie musicie szukać.

Poniżej trochę przykładów. Ustawienia bez ingerencji w automatykę. Bez wyostrzania.

Nieco więcej fotografii znajdziecie na mojej stronie.

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy aparatów kompaktowych

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Nikon D500 - test profesjonalnej lustrzanki z matrycą APS-C Vanguard Havana 33 – recenzja wygodnej torby fotograficznej w miejskim stylu Tamron 15-30 mm f/2.8 – superszeroko i ze stabilizacją [test] Apoteoza czterdziestu milimetrów, czyli Voigtländer Nokton 40 mm f/1,4 Classic Lowepro Streetline BP 250 - stylowy plecak przeznaczony do miejskiej dżungli [recenzja] Canon EOS 80D - niewielkie zmiany, które zmieniły naprawdę wiele [test] Pentax K-1 - test plenerowej pełnej klatki, na którą czekaliśmy wiele lat Nikon D500 - pierwsze w Polsce zdjęcia testowe i porównanie szumów Sony RX10 III - nasze pierwsze zdjęcia testowe z premiery Sony FE 50 mm f/1.8 - zdjęcia przykładowe Sigma 30 mm f/1.4 DC DN - recenzja jasnego obiektywu stworzonego z myślą o bezlusterkowcach Canon EOS 1300D - lustrzanka dla każdego [test] Tamron SP 85 mm f/1.8 Di VC USD - dobra, stabilizowana portretówa [recenzja] Statyw Vanguard Alta Pro 263AGH (test) Panasonic 25 mm f/1,7 – tylko pochwalić! (test) Sony RX10 II – gotycki test wszystkomającego kompakta Czy można jaśniej? Sprawdzam obiektyw Voigtlander Nokton 35 mm f/1.2 Aspherical II Zalamo - uniwersalny, wielofunkcyjny system dla fotografów Fujifilm X70 - kieszonkowe APS-C [test] Tamron SP 90mm F/2.8 Di MACRO VC USD (F017) - solidne macro wśród mocnej konkurencji [recenzja] Canon EOS 1300D - nasze pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe WD My Cloud EX2 Ultra - bezpieczne dane w domowej chmurze [recenzja] Nowy bezlusterkowiec do 2000 zł - na które aparaty warto zwrócić uwagę? Zeiss Batis 85 mm f/1,8 [test]

Popularne w tym tygodniu:

3 zoomy Sigmy i 15 dni. Więcej obiektywów mi nie trzeba!